Jeśli trafiliście tu przypadkiem to zapraszam na nowego bloga :)
W trampkach przez życie
wtorek, 24 lutego 2015
sobota, 13 grudnia 2014
"The Arrow" z założonymi trampkami (midseason finale)
"Wstaje z łóżka, zupełnie bez tchu biegnie do pokoju współlokatorki. Puka cicho, bo już środek nocy. Na szczęście Aneta nie śpi. Otwiera drzwi i stojąc na środku pokoju wzdycha głęboko, nie może znaleźć słów, które chce wypowiedzieć. Mówi w końcu:
- Nie uwierzysz co się stało! No nie uwierzysz... o boże, matko!
- Oglądałaś ostatni odcinek Arrowa? - pyta niewzruszona Aneta.
- Eee... TAK! Skąd wiedziałaś?
- Bo kolega wrzucił status, ale nie chciałam ci wcześniej mówić.
- No bo nie uwierzysz, no co za zwrot akcji! Boże, zrobili dwa ostatnie odcinki na najwyższym poziomie, jestem w szoku! Nie wiem co mam ze sobą zrobić.
- Ale co się stało?
- Przebili go, no na WYLOT!"
Seriale są miłą odskocznią od codziennych obowiązków. Komfortem "bycia na bieżąco" z kilkunastoma jest to, że oglądam tylko te, które pasują do mojego nastroju w danej chwili. Są jednak takie tytuły, których - niezależnie od tego jaki miałam dzień - wyczekuję z utęsknieniem. "The Arrow" jest właśnie takim serialem. Kiedy zaczęłam go oglądać z nasza wzajemną miłością bywało różnie. Czasem było fantastycznie i zaskakująco, a czasem nudnawo i schematycznie. Dzielnie przetrwaliśmy najgorszy okres. I właśnie kiedy już się wycofywałam, "The Arrow" rozpalił płomień. Zwroty akcji, dużo dobrych bitew i Arrow jakiego chciało się oglądać. Poza tym zaczęłam obserwować Stephena Amella (główny aktor) w social media. Okazało się, że jest fantastycznym facetem, sam prowadzi wielomilionowy fp i - o losie - odpowiada czasem na komentarze fanów! Poza tym ma śliczną córeczkę w wieku zbliżonym do mojego siostrzeńca, więc mam do nich podwójną słabość. I tak zaczęła się historia, która kilka nocy temu pozbawiła mnie tchu. Dawno, oj bardzo dawno, nie było we mnie tylu wewnętrznych emocji z powodu serialu. Serio! Po prostu szok i niedowierzanie. W tamtym momencie zdecydowanie wolałabym przewidywalne rozwiązanie konfliktu, a nie takie... druzgocące. Nie mogę spoilerować, więc nie powiem co się stało, ale jeśli ktoś z Was zwleka z ostatnim odcinkiem (s03e09), niech nie robi tego ani minuty dłużej!
- Nie uwierzysz co się stało! No nie uwierzysz... o boże, matko!
- Oglądałaś ostatni odcinek Arrowa? - pyta niewzruszona Aneta.
- Eee... TAK! Skąd wiedziałaś?
- Bo kolega wrzucił status, ale nie chciałam ci wcześniej mówić.
- No bo nie uwierzysz, no co za zwrot akcji! Boże, zrobili dwa ostatnie odcinki na najwyższym poziomie, jestem w szoku! Nie wiem co mam ze sobą zrobić.
- Ale co się stało?
- Przebili go, no na WYLOT!"
![]() |
| http://screenrant.com/arrow-mid-season-3-finale-oliver-dead-explained/ |
Seriale są miłą odskocznią od codziennych obowiązków. Komfortem "bycia na bieżąco" z kilkunastoma jest to, że oglądam tylko te, które pasują do mojego nastroju w danej chwili. Są jednak takie tytuły, których - niezależnie od tego jaki miałam dzień - wyczekuję z utęsknieniem. "The Arrow" jest właśnie takim serialem. Kiedy zaczęłam go oglądać z nasza wzajemną miłością bywało różnie. Czasem było fantastycznie i zaskakująco, a czasem nudnawo i schematycznie. Dzielnie przetrwaliśmy najgorszy okres. I właśnie kiedy już się wycofywałam, "The Arrow" rozpalił płomień. Zwroty akcji, dużo dobrych bitew i Arrow jakiego chciało się oglądać. Poza tym zaczęłam obserwować Stephena Amella (główny aktor) w social media. Okazało się, że jest fantastycznym facetem, sam prowadzi wielomilionowy fp i - o losie - odpowiada czasem na komentarze fanów! Poza tym ma śliczną córeczkę w wieku zbliżonym do mojego siostrzeńca, więc mam do nich podwójną słabość. I tak zaczęła się historia, która kilka nocy temu pozbawiła mnie tchu. Dawno, oj bardzo dawno, nie było we mnie tylu wewnętrznych emocji z powodu serialu. Serio! Po prostu szok i niedowierzanie. W tamtym momencie zdecydowanie wolałabym przewidywalne rozwiązanie konfliktu, a nie takie... druzgocące. Nie mogę spoilerować, więc nie powiem co się stało, ale jeśli ktoś z Was zwleka z ostatnim odcinkiem (s03e09), niech nie robi tego ani minuty dłużej!
środa, 26 listopada 2014
O motywacji, która chadza własnymi ścieżkami
Robię to prawie każdego dnia. Codziennie planuję i przekonuję samą siebie, że dam radę. Szczególnie wtedy, kiedy czytam te wszystkie piękne i wspaniałe blogi ludzi, którzy osiągnęli sukces. Oczywiście wzdycham i myślę: kurde, ja też potrafię! Szukam więc na ich blogach tekstów o motywacji, o tym co zdrowi ludzie sukcesu robią po przebudzeniu. Zapisuję się na siłownie, zaczynam działać w agencji PR, poświęcam więcej czasu na marketing i pochodne. Podnoszę umiejętności w grafice, zaczynam inwestować w książki branżowe i followuje wszystkich, którzy choć jedną stopą siedzą w marketingu. Każdego dnia robię branżową prasówkę. Im więcej zajęć, tym więcej mam energii. Jestem szczęśliwa, że nie tracę czasu na scrollowanie Facebooka, serialów nie odpuszczam, ale zdecydowanie ograniczam, chodzę wcześnie spać i wcześnie wstaję.
O, nawet jogę zaczęłam ćwiczyć rano. Zdrowo się odżywiać zaczęłam, sprzątać co dwa dni. No super, wszystko pięknie, życie jak w Madrycie.
Ale minął miesiąc. Miesiąc wytężonej pracy umysłowej, chodzenia na uczelnie, sprzątania, ćwiczenia na bieżni, rowerku, orbitreku. Minął miesiąc totalnego wyczerpania i na dodatek problemów ze snem. I gdzie ta motywacja? Niby jest, niby z radością wstaje z łóżka, ale deadline'y gonią, a ja nie umiem się skupić. Nie wiem od czego zacząć - tyle jest do zrobienia. Wracam więc po prostu do domu, przebieram się w dres i bezradnie rozkładam ręce, zamawiając jednocześnie niezdrowe jedzenie.
Minął miesiąc, w którym zaniedbałam przyjaciół i znajomych, bo ciągle było coś do zrobienia, a potem to już nie chciało się gadać. Nie jestem już maluchem, ale dorosłość chyba za bardzo mnie przytłacza.
Co robić, żeby czuć się lepiej i dać sobie ze wszystkim radę? Jak motywować się do przestrzegania wszystkich wyznaczonych sobie reguł? Jak żyć zdrowo i szczęśliwie?
Motywacja to taka wredna cholera. Najpierw Cię namawia do zrobienia czegoś super, przez chwilę trzyma Cię za rękę, a potem - zupełnie niespodziewanie - puszcza. I macha Ci szczęśliwie z - odjeżdżającego na tle zachodu słońca - pociągu.
Ty cholero, Ty! Jak Cię dorwę, to popamiętasz!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

