- Nie uwierzysz co się stało! No nie uwierzysz... o boże, matko!
- Oglądałaś ostatni odcinek Arrowa? - pyta niewzruszona Aneta.
- Eee... TAK! Skąd wiedziałaś?
- Bo kolega wrzucił status, ale nie chciałam ci wcześniej mówić.
- No bo nie uwierzysz, no co za zwrot akcji! Boże, zrobili dwa ostatnie odcinki na najwyższym poziomie, jestem w szoku! Nie wiem co mam ze sobą zrobić.
- Ale co się stało?
- Przebili go, no na WYLOT!"
![]() |
| http://screenrant.com/arrow-mid-season-3-finale-oliver-dead-explained/ |
Seriale są miłą odskocznią od codziennych obowiązków. Komfortem "bycia na bieżąco" z kilkunastoma jest to, że oglądam tylko te, które pasują do mojego nastroju w danej chwili. Są jednak takie tytuły, których - niezależnie od tego jaki miałam dzień - wyczekuję z utęsknieniem. "The Arrow" jest właśnie takim serialem. Kiedy zaczęłam go oglądać z nasza wzajemną miłością bywało różnie. Czasem było fantastycznie i zaskakująco, a czasem nudnawo i schematycznie. Dzielnie przetrwaliśmy najgorszy okres. I właśnie kiedy już się wycofywałam, "The Arrow" rozpalił płomień. Zwroty akcji, dużo dobrych bitew i Arrow jakiego chciało się oglądać. Poza tym zaczęłam obserwować Stephena Amella (główny aktor) w social media. Okazało się, że jest fantastycznym facetem, sam prowadzi wielomilionowy fp i - o losie - odpowiada czasem na komentarze fanów! Poza tym ma śliczną córeczkę w wieku zbliżonym do mojego siostrzeńca, więc mam do nich podwójną słabość. I tak zaczęła się historia, która kilka nocy temu pozbawiła mnie tchu. Dawno, oj bardzo dawno, nie było we mnie tylu wewnętrznych emocji z powodu serialu. Serio! Po prostu szok i niedowierzanie. W tamtym momencie zdecydowanie wolałabym przewidywalne rozwiązanie konfliktu, a nie takie... druzgocące. Nie mogę spoilerować, więc nie powiem co się stało, ale jeśli ktoś z Was zwleka z ostatnim odcinkiem (s03e09), niech nie robi tego ani minuty dłużej!
